Menu główne:
wiersze
Szare na murze cienie
trwożnie przemykają
cicho
by nie wzbudzić podejrzeń
ostrożnie
by nie dać słońca
ostrym promieniom
unicestwić się blaskiem
Lubią szarą godziną świtu
wybrać się na miasto
by szary dzień pracy
rozpocząć kawą
potem, gdy szarówka
zapali ulicom latarnie
wkładają szare płaszcze i garsonki
i kładą swe cienie
na szarym asfalcie
drogi swego życia
Nad nimi z ołowiu wiszą zasłony
co je zalany klimat powiesił
lecz oni dalej
Dokąd?
by w ciemności domów
niebieską zapalić
telewizorów tęczę
żeby, choć sny
kolorami napaść
by rano znów
móc wstać
Czasem, gdy oczy
w oczodołów cieniu
zobaczą drugą parę
i gdy spotkają się usta
rozjaśni się cień
zaróżowieje jutrzenka
nadziei
zapłonie tęczą
na horyzoncie odległą
lecz spala się płomieniem
świeca
i cień w ogniu niknie
Dlatego nie zapalaj światła
nad cieniów krainą
w złotym blasku dnia
cienie przecież
giną.